A więc, jest to mój drugi post. Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale po prostu tyle się u mnie dzieje. Nie będę o tym pisać, bo was zanudzę. Choć i tak napiszę o jednej rzeczy. Zdawałam ostatnio do szkoły muzycznej i.... jako jedyna dostałam z egzaminu maks punktów! Tak się cieszę. Teraz muszę czekać na werdykt, czy mnie przyjęli,czy nie.
Aha. Jeszcze jedno. W poprzednim poście nastąpiło kilka zmian. Najważniejsza jest zmiana wieku naszej bohaterki. Ma ona teraz 27, a nie 21 lat. Musiałam podpasować to pod tekst, bo nie chcę, aby było absurdalnie. To chyba na tyle.
Miłej lektury ;D
*********************************************************************************
Mój tata pracował w bibliotece i właśnie tam zmierzaliśmy. Tak właściwie to jest jego biblioteka. Biblioteka i księgarnia w jednym. Miał dosyć duże wymagania, a przez to często zwalnia, jak i zatrudnia, bibliotekarzy. Co jakiś czas zabiera mnie tam ze sobą. Zazwyczaj po prostu układam książki lub coś takiego. Dzisiaj robiła to samo. W pewnym podszedł do mnie mój tato.
- Kochanie, poznaj Stevena. - czyli się nie myliłam. Mój ojczulek znowu przyprowadził mi kandydata na męża.
- Jesteś piękniejsza niż na zdjęciach, co widziałem.- ale lizus. Przyzwyczaiłam się do tych drętwych tekstów, ale nadal mnie irytowały.
- Lauren. Popracujesz dzisiaj z tym młodzieńcem. Mam nadzieję, że się dogadacie.- uśmiechnął się i odszedł. Ech... No trudno będzie trzeba to znieść.
Jak na razie nie odzywałam się dużo do Stevena. Gadał bez przerwy i bez sensu. Spojrzał na zegarek.
- Bardzo mi przykro, ale muszę kończyć. Miło się z tobą rozmawiało- Chciał mnie pocałować w policzek, ale się uchyliłam.- Echm... No to pa.
-Pa- odpowiedziałam. Miło się ze mną rozmawiało. Niezły żart.Prawie nic nie mówiłam. Skoro tak według niego wygląda rozmowa... No, ale o gustach się nie dyskutuje.
Wzięłam całe naręcze książek. Przewyższały mnie o głowę, więc nie jest to zaskoczeniem, że nic nie widziałam. Udało mi się przejść z sześć lub siedem kroków, gdy wpadłam na kogoś. Ech... Będę musiała teraz przepraszać.
- Przepraszam Panią bardzo Zamyśliłem się.- powiedział natychmiast nieznajomy. Miałam na głowie książkę, więc go nie widziałam. Zdjęłam ją szybko. Chciałam wstać, ale wszystko miałam obolałe. Taka już jestem. Uderzę się delikatnie, a później przez jakieś 10 minut narzekam z bólu.
Chłopak widząc moje marne próby wyciągnął rękę. Chwyciłam ją i wstałam. Dopiero teraz spojrzałam na niego. Kogoś mi przypominał. Już wiem!
- Nie ma za co. To ja źle zrobiłam chodząc z tyloma książkami. Może Pan chwilę tu zaczekać?
- Oczywiście.
- To ja zaraz wracam. To zajmie minutkę.- Powiedziałam i szybko pobiegłam do regału z dana literką. Mój tata miał dziwny sposób trzymania książek. Nie były one u nas ustawiona, jak w normalnych bibliotekach. Sądzi, że ludziom łatwiej będzie szukać książek po tytułach. Często utrudniało to sprawę, bo ludzie musieli biegać po regałach, aby wypożyczyć lub kupić daną serię. Okey. Co tu mamy. ''Mistrz i Małgorzata'', Moje zakręcone życie'' i... mam, jest to czego szukałam. Wzięłam książkę, a właściwie autobiografię i znów podeszłam do czekającego na mnie mężczyzny. Wyciągnęłam przed siebie ją i porównałam zdjęcie widniejące na okładce z panem... z okładki. W rękach trzymałam '' Moonwalk Jedyna Autobiografia''.
- Coś się stało?- zapytał obcy, ale jednak znany
- Pan to Michael Jackson prawda?
- Och, czyli już wiesz?- odpowiedział pytaniem na pytanie. Zarumienił się przy tym. Nie wiem dlaczego, ale nie powiem. Ładnie mu było z rumieńcami.
- Niech się Pan nie martwi. Nie zacznę histerycznie wrzeszczeć jak psycho-fanka. A tak na marginesie. Bardzo dobra książka- powiedziałam podając mu ''Moonwalk''
- Dziękuję. Możemy mówić sobie na ty?
- Jasne. Czemu nie? Lauren- posłałam mu jeden z moich najpiękniejszych uśmiechów.
- Wiem.- wskazał na moją plakietkę- Mów mi Michael.