piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 2

A więc, jest to mój drugi post. Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale po prostu tyle się u mnie dzieje. Nie będę o tym pisać, bo was zanudzę. Choć i tak napiszę o jednej rzeczy. Zdawałam ostatnio do szkoły muzycznej i.... jako jedyna dostałam z egzaminu maks punktów! Tak się cieszę. Teraz muszę czekać na werdykt, czy mnie przyjęli,czy nie.
Aha. Jeszcze jedno. W poprzednim poście nastąpiło kilka zmian. Najważniejsza jest zmiana wieku naszej bohaterki. Ma ona teraz 27, a nie 21 lat. Musiałam podpasować to pod tekst, bo nie chcę, aby było absurdalnie. To chyba na tyle.

Miłej lektury ;D

*********************************************************************************

Mój tata pracował w bibliotece i właśnie tam zmierzaliśmy. Tak właściwie to jest jego biblioteka. Biblioteka i księgarnia w jednym. Miał dosyć duże wymagania, a przez to często zwalnia, jak i zatrudnia, bibliotekarzy. Co jakiś czas zabiera mnie tam ze sobą. Zazwyczaj po prostu układam książki lub coś takiego. Dzisiaj robiła to samo. W pewnym podszedł do mnie mój tato.
- Kochanie, poznaj Stevena. - czyli się nie myliłam. Mój ojczulek znowu przyprowadził mi kandydata na męża.
- Jesteś piękniejsza niż na zdjęciach, co widziałem.- ale lizus. Przyzwyczaiłam się do tych drętwych tekstów, ale nadal mnie irytowały.
- Lauren. Popracujesz dzisiaj z tym młodzieńcem. Mam nadzieję, że się dogadacie.- uśmiechnął się i odszedł. Ech... No trudno będzie trzeba to znieść.
Jak na razie nie odzywałam się dużo do Stevena. Gadał bez przerwy i bez sensu. Spojrzał na zegarek.
- Bardzo mi przykro, ale muszę kończyć. Miło się z tobą rozmawiało- Chciał mnie pocałować w policzek, ale się uchyliłam.- Echm... No to pa.
-Pa- odpowiedziałam. Miło się ze mną rozmawiało. Niezły żart.Prawie nic nie mówiłam. Skoro tak według niego wygląda rozmowa... No, ale o gustach się nie dyskutuje.
Wzięłam całe naręcze książek. Przewyższały mnie o głowę, więc nie jest to zaskoczeniem, że nic nie widziałam. Udało mi się przejść z sześć lub siedem kroków, gdy wpadłam na kogoś. Ech... Będę musiała teraz przepraszać.
- Przepraszam Panią bardzo Zamyśliłem się.- powiedział natychmiast nieznajomy. Miałam na głowie książkę, więc go nie widziałam. Zdjęłam ją szybko. Chciałam wstać, ale wszystko miałam obolałe. Taka już jestem. Uderzę się delikatnie, a później przez jakieś 10 minut narzekam z bólu.
Chłopak widząc moje marne próby wyciągnął rękę. Chwyciłam ją i wstałam. Dopiero teraz spojrzałam na niego. Kogoś mi przypominał. Już wiem!
- Nie ma za co. To ja źle zrobiłam chodząc z tyloma książkami. Może Pan chwilę tu zaczekać?
- Oczywiście.
- To ja zaraz wracam. To zajmie minutkę.- Powiedziałam i szybko pobiegłam do regału z dana literką. Mój tata miał dziwny sposób trzymania książek. Nie były one u nas ustawiona, jak w normalnych bibliotekach. Sądzi, że ludziom łatwiej będzie szukać książek po tytułach. Często utrudniało to sprawę, bo ludzie musieli biegać po regałach, aby wypożyczyć lub kupić daną serię. Okey. Co tu mamy. ''Mistrz i Małgorzata'', Moje zakręcone życie'' i... mam, jest to czego szukałam. Wzięłam książkę, a właściwie autobiografię i znów podeszłam do czekającego na mnie mężczyzny. Wyciągnęłam przed siebie ją i porównałam zdjęcie widniejące na okładce z panem... z okładki. W rękach trzymałam '' Moonwalk Jedyna Autobiografia''.
- Coś się stało?- zapytał obcy, ale jednak znany
- Pan to Michael Jackson prawda?
- Och, czyli już wiesz?- odpowiedział pytaniem na pytanie. Zarumienił się przy tym. Nie wiem dlaczego, ale nie powiem. Ładnie mu było z rumieńcami.
- Niech się Pan nie martwi. Nie zacznę histerycznie wrzeszczeć jak psycho-fanka. A tak na marginesie. Bardzo dobra książka- powiedziałam podając mu ''Moonwalk''
- Dziękuję. Możemy mówić sobie na ty?
- Jasne. Czemu nie? Lauren- posłałam mu jeden z moich najpiękniejszych uśmiechów.
- Wiem.- wskazał na moją plakietkę- Mów mi Michael.

sobota, 24 maja 2014

Witajcie ;) i Rozdział 1

Witajcie! To jest mój pierwszy w calutkim moim życiu blog, więc proszę o na początku o lżejszą krytykę:) Jeśli bym miała coś powiedzieć o mnie, to powiedziałabym, że jestem raczej zwyczajną dziewczyną. Chodzę do 6 klasy podstawówki, czyli mam 13 lat, uczę się raczej dobrze i jak to wszyscy mówią- Alicja! Przyznaj w końcu, że naprawdę jesteś utalentowana muzycznie.- Jednak ja nigdy nie chcę się przyznać, bo w porównaniu do mojego idola- Michaela Jacksona- jestem takim małym krasnalem. Jak nie trudno się domyślić blog będzie o wykreowanej przeze mnie historii Michaela i Lauren. To chyba na tyle, teraz możecie zacząć czytać już rozdział:D
***********************************************************************************
Nazywam się Lauren Rachell i mam 27 lat. Moje włosy (tak jak i oczy) są brazowe. Jestem raczej normalną dziewczyną mieszkającą w Los Angeles. W mieście, jak to mówi wielu, które spełnia marzenia... Czy to jest prawdą? Sama nie wiem. Wiem natomiast, że wszyscy chcą je tu spełniać! Zaczynając od wielkich gwiazdeczek, które puszą się tym, że mają pieniądze, a kończąc na ludziach pracujących przy kasie pytających każdego jak można się wybić w show biznesie. Jeśli chodzi o mnie, to nie należę do tych osób. Mówiąc szczerze, nie zależy mi na pieniądzach czy sławie. Pragnę jedynie być szczęśliwa, czego na razie nie udało mi się osiągnąć. Nie chodzi o to, że jestem biedna lub o to, że ktoś mnie wykorzystuje... Chociaż ta druga opcja jest bardzo możliwa. Mam jednego chłopaka. Na imię ma Dereck. Przez jakiś czas naprawdę mi się podobał, ale z czasem to się zmieniło. Zmienił się. i to bardzo. Nie wiem dlaczego jeszcze z nim chodzę, a tak właściwie to wiem. Po prostu się tego boję, ale rzadko przed sobą się do tego przyznaję. Chodzimy od jakichś 6 miesięcy, ale przez ostatnie 5 zapadła w nim jakaś diametralna zmiana. Jest ode mnie o 3 lata starszy. Zaczął pić i palić, a mnie traktować jak rzecz. W jednym momencie jest słodki i się przymila, a innym razem jest tak zazdrosny lub zły, że się z nim w czymś nie zgadzam, że mnie bije. Oczywiście nie w twarz, bo on nie chce, aby ktokolwiek to zobaczył. Szczególnie spodobał musię mój brzuch. Uwielbia go ubijać pięściami lub dobrze skopać. Ale o tym już koniec.
- Wstawaj kochanie!- krzyczała do mnie mama z dołu robiąc śniadanie. Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na otaczający mnie bajzel. Pamiątka ze spotkania z Dereckiem w moim domu. Ech... Będzie trzeba to ogarnąć, ale nieważne.
- Wstałaś już???- znowu mama zakrzyknęła.
-Tak,tak- Odpowiedziałam niemrawym głosem. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, uczesałam się i ubrałam, aż w końcu zeszłam na dół. Na sniadaniu była też mój tato, co oznaczało, że pewnie znowu coś planuje. Oby to było miłe, bo czasem mu się to nie udaje.
- Myślałem, że nie zejdziesz- powiedział z chytrym uśmieszkiem.
- Hehe, ja bym miała rozpocząć dzień bez śniadania... Dobre sobie.- uśmiechnęłam się. Bardzo dużo jadłam, a mimo to zachowuję normalną figurę.
-Proszę- Powiedziała mama podając mi talerz ze stosem naleśników.- Dziękuję mamuś.
Zaczełam się zajadać, kiedy odezwał się tata
- Mam taki pomysł...
- Hmmmm... a jaki?
- Może byś dzisiaj ze mną do pracy?- miałam nadzieję, że nie zechce on znowu swatać mnie ze początkującym bibliotekarzem.
- Echm, nie wiem. Chociaż i tak nie mam nic dziś ciekawego do roboty, więc mogę pójść.
- To wspaniale! No to idź się szybko ogarnij, bo jesteś cała umazana sosem klonowym.- uśmiechnął się
Gdy juz zrobiłam to co kazał mi zrobić tata, wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy.
***********************************************************************************
Z góry przepraszam za błędy. mam nadzieję, że nie czyta się tego aż tak źle. Proszę nie miejcie jakiś wygórowanych oczekiwań, bo jestem dopiero w 6 klasie i nadal rozwijam swój zasób słów. Dzięki za uwagę=D